Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wcale nie ma czego zazdrościć

Za mnóstwem fajnych rzeczy, kryją się te o wiele mniej fajne. Trochę o tym zapominam, ale codzienność na studiach i ostatnio moi bliscy, sukcesywnie mi o tym przypominają. W sumie trochę chce mi się śmiać, bo piszę tu dokładnie o tym samym, o czym pisałam niecałe trzy lata temu. Tylko, że teraz, mimo, że jestem starsza, trochę mniej się tym przejmuje. Work and Travel było cudowne. Bez ogródek mogę powiedzieć, że to najlepsze wakacje w moim życiu. Chociaż technicznie wakacjami wcale nie były - popracowałam sobie wcale niemało. Poznałam mnóstwo fantastycznych ludzi, zwiedziłam kawał Stanów, ośmieliłam się, nauczyłam samodzielności, niejako życia poza domem oraz wielu innych rzeczy. Doszlifowałam też komunikację po angielsku, umiejętność pracy z klientem i pieniędzmi. Stało się też ze mną wiele innych wspaniałych rzeczy, które częściowo już opisywałam w przedostatnim poście. Ale oszukiwałabym siebie, gdybym nie przyznała, że ten wyjazd był też trochę formą ucieczki. Mega przyjemnej, ...

Od Szabatu do Szabatu, czyli o mojej dzielnicy słów kilka

Nowy Jork jest wszystkim. Jest jednocześnie piękny i brzydki. Brudny i krystalicznie czysty. Oklepany i oryginalny. Zupełnie zwyczajny i prawdziwie magiczny. Pełne przepychu i elegancji wieżowce na Manhattanie kontrastują z zaśmieconymi ulicami Brooklynu. Biznesmeni w garniturach przechadzający się po Wall Street przeciwstawiają się dziesiątkom bezdomnych rozsiadających się na brooklyńskich stacjach metra. Jeśli chcecie doznać wszystkiego o czym tylko możecie pomyśleć, przyjedźcie właśnie tutaj. Kulturowo również: są tu wszyscy. Nie widziałam bardziej multikulturowego miasta: Biali, Czarni, Żydzi, Chińczycy, Latynoamerykanie, Słowianie… spotkacie tu się z każdą nacją, religią, tradycją.. Dla mnie było to niesamowite. Postaram się coś więcej Wam o tym opowiedzieć. A zaczniemy od mojej dzielnicy – Borough Parku. <3 Nie miałam pojęcia, że w zachodnim społeczeństwie można spotkać jeszcze ortodoksyjnych Żydów – tak bardzo ortodoksyjnych i tak wielu. Powiem nawet szczerze, że na po...

Co zmieniły we mnie Stany, czyli wolne myśli po work & travel

    Kilka dni temu po 4 miesiącach wróciłam z USA. Znajomi ostrzegali mnie, że będzie mi ciężko się przestawić, ale szczerze mówiąc na razie nie jest tak źle. Może dlatego, że jednak kocham moje miasto i miło mi jest do niego wrócić. Mojej skórze co prawda nie jest już tak miło, bo wysypka w reakcji na tragiczne powietrze pojawiła się momentalnie. Ale to nic, Kraków kocham mimo wszystko. Nie wiem za bardzo co napisać, bo pomysłów na posty mam całkiem sporo, szczególnie, że dawno nic nie pisałam, więc gromadzą się one w mojej głowie bardzo licznie. Oczywiście pierwsze nasuwają mi się wpisy związane bezpośrednio z miejscami, w których byłam – typowe wpisy podróżnicze. Materiał do tworzenia tego rodzaju wpisów mam ogromny – bądź co bądź w te wakacje zwiedziłam kawał świata. Tymczasem pomyślałam o czymś innym. Pomyślałam o tym, ile tak naprawdę podczas tego wyjazdu się nauczyłam, ile we mnie zmienił (pomijając kilka dodatkowych kilogramów xd), jak bardzo mnie on ośmielił i r...

Nowe angielskie słówka, czyli czego uczy praca w Nowym Jorku

Nie mam pojęcia jakim cudem mieszkam tu już mocno ponad miesiąc. Czas leci niemiłosiernie, co zwiedziłam to moje, ale tyleż do zobaczenia jeszcze zostało. Muzea, galerie, parki, sklepy..., nie mówiąc o różnorakich wydarzeniach kulturalnych, które mają tu miejsce dosłownie każdego dnia o każdej godzinie. Polubiłam moją dzielnicę, zaakceptowałam chaos i specyficzny zapach na ulicy, przedstawiłam się nawet jako prawdziwy Nowojorczyk, zasypiając wieczorem w metrze. Ale nie o tym mowa w tym poście. Podczas swojej pracy na Liberty Island (pod Statuą Wolności), przeprowadziłam całą masę rozmów po angielsku, dzięki czemu jeszcze bardziej obywam się z językiem i przestaję już mieć jakiekolwiek bariery. Już nawet po angielsku śmieszkuję, a to u mnie sukces. Pod tym względem ta praca jest więc doskonała. Łapię też trochę nowych słówek, a część z nich, które najwyraźniej zapamiętałam, właśnie Wam przedstawię. Może akurat też części z nich nie znaliście.  TWIRL Jest to w najprostszym tłu...

10 pierwszych myśli z Nowego Jorku

Kto wie ten wie, a kto nie, od tygodnia przebywam na emigracji. Emigracja ta nie jest przymusowa, ani nawet zarobkowa. Choć pieniążki zarabiam. Uczestniczę w programie work & travel i przez najbliższe dwa i pół miesiąca będę pracować w Nowym Jorku, na Liberty Island. Dla niezorientowanych, to tam gdzie znajduje się słynna Statua Wolności. Pracuję przy obsłudze klienta, sprzedając lemoniadę, kręcone lody, precle z sosem i inne cuda. Czasami też tą lemoniadę, albo lody robię, raz przygotowywałam nawet hamburgerki (niezbyt apetyczne szczerze mówiąc). Praca o tyle fajna, że rozmawia się po angielsku cały czas, czy to z klientami, czy ze współpracownikami. Czuję, że gdzieś ta blokada językowa powolutku mi zanika i nawet zaczynam po angielsku śmieszkować. Dlatego już teraz mogę powiedzieć, że polecam ten wyjazd każdemu, kto pragnie podszlifować sobie język, przy okazji poznając ludzi w swoim wieku dosłownie z całego świata.  Tydzień w Nowym Norku, to wiele gdybym była turystką, a t...

Kawiarniane wiosenne odkrycia

Wiosna wybuchła mi prosto w twarz i generalnie się cieszę, bo drzewa zrobiły się różowymi, bądź białymi puchatymi kulkami i jest to dość urocze. Poza tym kwitnie forsycja, rozsiewa swój zapach, a ja mam do tego krzewu sentyment. Z drugiej strony, wraz z wybuchem wiosny na ogół wybucha moja alergia, więc zbyt kolorowo też nie jest. Dlatego nie przebywam na powietrzu chyba aż tak chętnie jak pozostali mieszkańcy mojego pięknego miasta, którzy tłumnie wychodzą nad Wisłę, by polegiwać na zielonej trawce. Ja jednak, jako krakuska dość typowa, przedstawicielka straconego pokolenia Y oraz Krakowskiej, zanurzonej w teatralnych odmętach, Cyganerii - wciąż doceniam knajpy. Szczególnie wieczorkiem, szczególnie w okolicach Rynku, bądź na Kazimierzu. Z miłą chęcią wracam też do popołudniowego, masowego pożerania lodów tradycyjnych.  Zapraszam więc na moje kawiarniano - lodowe odkrycia. Zanim jednak przejdziemy do dóbr natury gastronomicznej, chciałam serdecznie pozdrowić jednego z największy...

Nieoczywiste atrakcje Londynu #2

Oto druga część moich hymnów pochwalnych na cześć Londynu. Tym razem odwiedzimy dzielnicę, w której Hugh Grant oblał kawą Julię Roberts, galerię, w której pokazują dziwne rzeczy oraz miejsce, w którym miś Paddington jadł marmoladę.  NOTTING HILL Każdy z pewnością słyszał o tej dość luksusowej dzielnicy Londynu, ale już może niekoniecznie się tam wybrał. A warto! Notting Hill zostało rozsławione dzięki (całkiem dobrej z resztą) komedii romantycznej z Hugh Grantem i Julią Roberts. To właśnie uliczkami tej dzielnicy maszeruje zamyślony Hugh Grant. To właśnie na tej dzielnicy jego bohater mieszka, choć prawda jest taka, że nie ma najmniejszej możliwości by owego bohatera było na tą przyjemność stać. Ale wybaczamy, wybaczamy. Komedie romantyczne rządzą się swoimi prawami, a tymczasem przechodzimy do realnego życia! W dzielnicę weszliśmy idąc bardzo luksusową ulicą, wzdłuż której mieściły się ambasady różnych krajów, a pod nimi stały błyszczące ferrari. Ot co. Poza tym przystrzyżone...