Przejdź do głównej zawartości

Posty

Pewnego razu w Nowej Anglii

Pewnie pamiętacie gdy mówiłam, że w Stanach nie zakochałam się od razu. Teraz jest już inaczej, doszedł sentyment i mój  wewnętrzny głos każe mi wracać w przyszłe wakacje. Tym razem zamieszkam w innym mieście niż Nowy Jork, ale o tym kiedy indziej. Jeżeli zaś o Nowy Jork właśnie chodzi - miłość rosła w miarę upływu czasu, bo w pierwszych tygodniach kompletnie jej nie było. Przytłaczał mnie gwar, brud, chaos, zbyt szybki styl życia. Powoli, stopniowo się do tego wszystkiego przyzwyczajałam. W połowie pobytu byłam już w NY nieźle zadomowiona, a pod koniec nieomal płakałam, że muszę wyjeżdżać. Polubiłam ludzi z którymi pracowałam, miejsce pracy, moją śmieszną dzielnicę i po prostu całe wielokulturowe, pełne kontrastów miasto ze wszystkimi swoimi blaskami i cieniami. Ale nie o tym tu mowa, bo do NY jeszcze wrócimy. Co z tym moim trudnym uczuciem do USA? Zakochałam się w Stanach w połowie sierpnia. Dopiero. I było to niezależne od Nowego Jorku. Stało się to podczas pobytu w tej części U...

Co się okazało w Cambridge

W zeszły weekend byłam w Cambridge u kuzynki, która studiuje sobie tam medycynę (mądre dziecko) i nie dość, że spędziłam kilka dni w mojej najukochańszej Anglii, to jeszcze dowiedziałam się paru zaskakujących oraz interesujących rzeczy o sobie. Całkiem przydatny wyjazd. Zaraz Wam o tym opowiem. Jak co niektórzy zauważyli, po wizycie w USA dostałam obsesyjno - kompulsywnej potrzeby podróżowania, która mimo, że nadwyręża mą kieszeń, daje mi poczucie takiej mocy i tak bardzo mnie inspiruje, że chyba jest tego wszystkiego warta. Cały czas muszę mieć jakąś podróż w planie, bo inaczej wszystko traci sens. I to nie musi być jakaś daleka podróż - czasem wystarczy wyjazd do innego polskiego miasta. Wydaje się to może dziwne, ale tak się składa, że udało mi się poznać ostatnimi czasy sporo ludzi myślących podobnymi kategoriami, więc nie jestem sama. Ale nie o tym tu mowa, bo chcę Wam opowiedzieć coś o tym ślicznym, studenckim miasteczku jakim jest Cambridge i co się tam wydarzyło. Camb...

5 seriali na rozgrzanie zmarzniętego serduszka

Za oknem zimno, ciemno, pada śnieg i generalnie pogoda nie zachęca do wychodzenia z domu (to, że w sumie taką pogodę lubię, możemy pominąć, taki początek posta brzmi dobrze - licentia poetica). Na pewno więc nie ma dla Was nic milszego niż rozłożenie się na fotelu pod kocykiem z herbatką malinową/ gorącą czekoladą w ręku. Taki napój, szczególnie jeżeli jest z goździkami i cynamonem (herbata) lub z bitą śmietaną i piankami (czekolada) powinien ogrzać wasze zamarznięte przez zimę serca. Jednak gdyby, to nie wystarczyło, mam dla Was pięć seriali, które na pewno w roztopieniu tej bryły lodu pomogą.  Z moich wyborów wnioskuję, że jednak najlepiej ogląda mi się seriale lekkie i o zabarwieniu komediowym, o ludziach młodych, zmagających się z codziennymi problemami, głównie związanymi z miłością. Ludzie ci bywają życiowo i uczuciowo nieporadni, poszukują swojego miejsca w świecie i zazwyczaj żyją w dużych miastach (czy to o mnie?). Odcinki każdego z seriali nie przekraczają też 30 min...

Lemoniada w Nowym Jorku

Praca w Nowym Jorku brzmi dla niektórych jak marzenie i dla mnie przecież też tak było. Gdy zapisywałam się na program, nie miałam wątpliwości, że będzie to Nowy Jork, a gdy okazało się, że jedna z ofert, to praca pod Statuą Wolności, nie mogłam wprost uwierzyć ze szczęścia. Ciężko właściwie to wytłumaczyć, ale towarzyszyło mi uczucie takiego odrealnienia. Jak to: ja będę pracować w jednej z najwspanialszych światowych metropolii? Pod najbardziej turystycznym zabytkiem USA? Niemożliwe. A jednak tak właśnie się wydarzyło i było jak najbardziej cudownie. Właśnie dziś nadszedł ten dzień, że Wam o mojej pracy opowiem. :D Od razu zaznaczę, że jeżeli chodzi o typową pracę w usługach, moje doświadczenie obejmowało do czasu NY tylko jedną jedyną pracę. Była to praca w jednym z krakowskich kin, co do której mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony bywała przyjemna, a większość moich współpracowników było prześmiesznych, ale tyle ile się tam najadłam stresu, to chyba nigdzie indziej. Mia...