Przejdź do głównej zawartości

Posty

Czego (nie) życzyć przy opłatku

Witajcie wszyscy. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i jak co roku, wypada napisać jakiś cool post z tejże okazji. Niestety, przez ten rok stałam się esencją ironii i pogardy. Gardzę miłością, Świętami i bliźnimi. Nie no. Coś w tym jest, ale prawda jest taka, że w chwili obecnej stoi przy mnie świeczka o piernikowym zapachu, a dodatkowo leci świąteczna playlista. Także Święta nadal szanuję. Szanuję też w pewnych kwestiach miłość i bliźnich. Ale w tym roku postanowiłam troszkę się do Świąt przyczepić - a konkretnie do jednej. Przerażającej. Czynności. DZIELENIA SIĘ OPŁATKIEM. Gdy byłam mała, lubiłam tę czynność. Chociaż jak się głębiej zastanowić, ja po prostu lubiłam obżerać się opłatkiem. Teraz jestem dorosłą, pełnoprawną osobą, mogącą decydować gdzie, kiedy i w jakich ilościach zjem opłatek. Ha! Przynajmniej tyle. Nie potrzebuję więc tej kłopotliwej czynności, jaką jest dzielenie się opłatkiem. Wystarczy mi jedzenie go kilogramami.  No dobra, a teraz czas na te rodza...

Jak graliśmy w dzieciństwie?

Dzisiaj zapraszam na dość nietypowy wpis, stworzony przy udziale moich znajomych. Podzielimy się naszymi wspomnieniami z dzieciństwa związanymi z graniem w gry wideo. Patrycja Osobiście nigdy nie uważałam się za osobę zafascynowaną światem gier wideo, a już na pewno nie za gracza. Owszem, w wolnym czasie mogę "pomarnować" czas przy jakieś grze lub gameplay'u, ale na pewno nie mam w tym temacie obszernej wiedzy. Ale jestem zaciekawiona tym światem i staram się stopniowo poszerzać wiedzę na ten temat. Może dlatego, że mój tata jest wielkim fanem gier wideo i przedstawił mnie konsoli Play Station, kiedy miałam 6 lat. Mogłam godzinami obserwować go jak jako Lara Croft rozwiązuje najróżniejsze zagadki poruszając się po katakumbach i owianych tajemnicą miejscach. Pamiętam, że lubiłam "rywalizować" z Larą o to, która z nas na dłużej będzie mogła wstrzymać oddech pod wodą (zawsze wygrywała). Myślę, że Tomb Raider było pierwszą grą, z którą się spotkałam, ale ...

Więcej bolączki i doczłowieczenie, czyli co daje psychologia?

Mam z moim kierunkiem studiów trudne relacje. Często się nie cierpimy, bywa, że przez siebie krzyczymy i płaczemy. Ja, że trzeba się uczyć czasami głupich i niepotrzebnych rzeczy, on, że nigdy nie będę psychoterapeutą, ani naukowcem. Ale w pewnym momencie po prostu postanowiłam kontynuować te studia. Było wiele załamań, są dalej, ale chcę to drążyć. Bo czuję, że to, czego się uczę ma jakiś sens. Dowiaduję się dużo o człowieku, o jego zachowaniach i ich mechanizmach, o tym, że wszyscy, niezależnie od koloru skóry, wieku, czy wyznania, jesteśmy tacy podobni! I o tym, że warto się szanować. Bo jesteśmy ludźmi. Po prostu. I nigdy nie wiemy, co w tym drugim człowieku siedzi. Nie wydaje mi się, żeby było wiele kierunków studiów, które tak bardzo jak psychologia zmieniają myślenie o człowieku i o otaczającym go świecie. Niektórym mówię, że te studia mnie zlewicowały. Bo po prostu nie jestem czasem w stanie wyrazić co się takiego ze mną stało, że zaczęłam szanować i akceptować ludzi jesz...

Słówka z głowy

Ostatnio napisanie posta zaczęło nade mną wisieć jak egzamin z prawa jazdy. Niby chcę napisać, niby mam mnóstwo - zarówno kulturalnych, życiowych, jak i podróżniczych wpisów w głowie, a jednak nie piszę. No i jak to tak. Nie powiem, że nie jestem zajęta, bo jestem. Ale nie powiem też, że nie mam czasu napisać posta, bo mam. Po prostu - seriale, filmy, książki, studia, teatr, radio, koleżanki, wyjazdy, Szlachetna Paczka, no i tak. Ale chcę nadrobić tą skandaliczną, miesięczną przerwę i przyszedł mi pewien pomysł. Angielskich słówek uczymy się w najróżniejszych, czasem teoretycznych, czasem praktycznych okolicznościach. Poznajemy je z lekcji, książek, piosenek, podróży, komunikatów, gazet itp. itd. Podam dziś więc kilka słówek, które udało mi się zapamiętać w nietypowych, ciekawych okolicznościach. Może akurat któregoś nie znacie. ;) CHICKENCOOP/ HENHOUSE Kręcicie nosem? Myślicie, że słowo "kurnik" wam się nie przyda? Do momentu, gdy będąc na wolontariacie w kornwalijskie...

Jak zostać mężem Ani?

Mężem Ani (czyli moim oczywiście) jest zostać niezmiernie ciężko. Należy być bowiem połączeniem wielu interesujących bohaterów filmowych, bądź serialowych. Wszyscy moi potencjalni mężowie mają więc pod górkę.  Ale nic straconego: poniżej przedstawiam receptę na to, jak stać się kandydatem idealnym.  Uda się tylko najbardziej wytrwałym! Zaczynamy więc! Aby zostać dumnym małżonkiem Ani B. wskazane jest BYĆ: 1. Seksownym złoczyńcą uwięzionym w nawiedzonej dżungli Sawyer (Josh Holloway) z serialu Lost (Zagubieni), to człowiek zagadka. Od początku serialu ukrywał się pod skorupą twardziela i czarnej owcy wśród rozbitków. Mimo, że jego niecne postępki z przeszłości wyszły na jaw, odkryły się też przed nami tajniki jego wrażliwej duszy. Ja już w wieku dziesięciu lat kochałam go za czarny humor, ironię i długie blond włosy. Ogólnie to jeden z mych pierwszych obiektów dość silnych uczuć. Początek miłości (niestety jednostronnej) miał miejsce w trzeciej klasie podstawówki. Mił...

Co nosi moja twarz, czyli makijaż na co dzień

Nie byłam, nie jestem i nigdy nie będę specem od makijażu. Są dni (gdy nie wychodzę z domu, albo idę tylko na spacer z psem) gdy zupełnie makijażu na sobie nie mam. Gdy wychodzę na miasto staram się jako tako wyglądać, co by ludności nie przestraszyć, ale często kończy się na podkładzie, pudrze, szmince i tuszu do rzęs. Albo w ogóle tylko korektorze, pudrze i szmince. Wydaje mi się, że już wtedy twarz moja nie jest taka tragiczna. Czasem wystarczy jeden mocniejszy akcent, by twarz zyskała jakąś barwę, wyraz. Niektórzy stawiają na mocną kreskę, inni na barwne cienie, czy na róż. U mnie jest to czerwona szminka. Szczerze powiem, że dodaje mi pewności siebie i fajnie się z nią czuję na ustach. Mam też to szczęście, że nie borykam się z dużymi problemami z cerą, wąskimi ustami, czy z rzadkimi rzęsami/ brwiami. Mój makijaż może więc zając mi nawet trzy minuty. Co innego, gdy z własnej decyzji czeka mnie pomalowanie ładnie brwi i zrobienie kociego oka. Wtedy już nie jest tak różowo... ;...

Bujna wyobraźnia - błogosławieństwo czy przekleństwo?

Z tą sytuacją mierzyła się Ania z Zielonego Wzgórza, mierzę się ja, być może duża część wszystkich Ani na świecie tak ma. Chodzi tu o rozbudowaną, bogatą w w realistyczne, wyimaginowane twory wyobraźnię.  Dopiero niedawno zaczęłam doceniać jej siłę i koloryt, ale to przecież dzięki niej od małego szkraba mogłam spokojnie wysiedzieć w szkole, w długie podróży samochodem, w kolejce do lekarza, czy co najważniejsze.. w kościele. I same plusy - babcia myśli, że ma taką cudowną, grzeczną wnusię słuchającą z zapartym tchem tego co ksiądz prawi. Tymczasem kilkuletnia Anusia projektuje swój szalony plan rychłego zasiedlenia jednej z planet i stworzenia z niej krainy bąbelków. No i wszyscy zadowoleni. Swoją drogą krainę bąbelków pamiętam do dziś - sama planeta była bąbelkiem, ludzie mieszkali w dużych bańkach mydlanych, a wszystkie meble były z pianek i baniek. Jadło też się same piankowe produkty - na śniadanie, obiad i kolacje. Wy się śmiejcie, a ja mam tą planetę tak zakorzenioną ...