Przejdź do głównej zawartości

Posty

Abba, zieleń i imigranci, czyli Sztokholm subiektywnie

Kto zna moje zamiłowanie do Europy Północnej, wie, że gdy tylko nadarzy się okazja do wyjazdu, wezmę walizę, torbę w renifery i wyruszę czem prędzej w te właśnie rejony. Będę włóczyć się po klimatycznych miastach, czy też podziwiać cuda Skandynawskiej przyrody. Tym razem przyszedł czas na Sztokholm. Pierwszy przymiotnik, który przychodzi mi do głowy myśląc o tym mieście jest  majestatyczny . Przyjechaliśmy z lotniska późnym wieczorem, więc tego dnia nie widziałam zbyt wiele. To kolejnego dnia, gdy wyszłam ze stacji metra w samym centrum Sztokholmu, zachwyciła mnie jego majestatyczność. Myślę, że ten efekt wzmocniony był przeszywającym zimnem, jakiego można było w Szwecji doświadczyć w ostatnich dniach kwietnia i wynikającym z tego ogólnym (błogosławionym przeze mnie) deficytem turystów. W każdym razie tak: piękny, czysty, imponujący - taki jest Sztokholm.                              fantastycz...

Nastoletni koloryt

Filmy dla nastolatków zazwyczaj dzielą się na dwie kategorie. Pierwsza z nich to te disnejowskie - grzeczne i przesłodzone. Lwia ich część powstała na potrzeby Disney Channel i oglądane są raczej przez młodszą młodzież (i hmm... czasem przeze mnie). Druga kategoria to te już mniej grzeczne, gdzie główne problemy naszych nastolatków to miłość, seks, szkoła, czasem jeszcze wredne, zdradliwe przyjaciółki i surowi do szpiku kości rodzice. Pod spodem zaprezentuję Wam kilka filmów dla nastolatków które mi (baaardzo subiektywnie) się podobają. Zakochana Złośnica Jestem na świeżo po tym filmie, bo obejrzałam go przed w Wielkanocą, w przerwie między jedną pisanką, a drugą (seriously). Zdecydowałam się go obejrzeć trochę ze względu na polecenie przez Lisie Piekło, a trochę ze względu na moje rozwijające się, z góry skazane na porażkę z wiadomych przyczyn, uczucie do Heatha Ledgera. Mimo, że fabuła jest oczywiście przerysowana i totalnie schematyczna, film ten mnie nie zawiódł. Główną boha...

O feminizmie słów kilka, czyli międzyblogowe rozmowy

Ostatnio coraz więcej słyszy się o feminizmie. Mimo że zewsząd zalewani jesteśmy feministycznymi poglądami, to czasem nie możemy wyzbyć się wrażenia, że płynące z mediów informacje sieją zamęt w naszych głowach i już sami nie wiemy, o co w tym całym feminizmie chodzi. Razem z Dominiką z bloga My Garden of Imagination  postanowiłyśmy poruszyć ten niełatwy i niewygodny dla niektórych temat i spróbować rozstrzygnąć, kim są te „straszne” feministki ;) Ania:  Skoro nasza rozmowa ma być o feminizmie w dzisiejszych czasach, zacznę z grubej rury ;) Czy określasz się jako feministka? Dominika:  Odpowiem jak typowy kandydat na przyszłego psychologa: "To zależy" ;) A zależy to od tego, jak w naszej rozmowie zdefiniujemy feminizm. Wydaje mi się, że wokół feminizmu ciągle niestety krążą negatywne, oparte na stereotypach opinie. Zanim więc odpowiem na Twoje pytanie - spotkałaś się z jakimiś krzywdzącymi, niepochlebnymi poglądami dotyczącymi feminizmu? Ania:  Rozumiem feminizm t...

Na przekąskę w Krakowie

Kraków i jedzenie. Dwa dość istotne elementy mojego życia. W tym pierwszym się wychowałam, mieszkam i pewnie jeszcze przez jakiś czas będę mieszkać. Nawet jeśli wkrótce nasze drogi się rozejdą, zawsze będę tu wracać. Myślę sobie czasem, co w nim kocham najbardziej i nie mogę się zdecydować. Jest wiele takich rzeczy. Ale chyba najbardziej cenię fakt, że tu można sobie pozwolić na melancholię. Możemy włóczyć się godzinami po Starym Mieście, siedzieć na Plantach i patrzeć się w niebo, czy powoli sączyć herbatę w jednej z milionowych, Krakowskich kawiarni. I nikt się na nas dziwnie nie popatrzy. Nie zjeździłam całej Polski, ale w wielu miastach tak nie ma. Kraków wydaje mi się pod tym względem unikatowy. No, w końcu stąd wywodzi się Krakowska Cyganeria. Z przyjemnego rytuału przesiadywania na mieście nietrudno mi płynnie przejść do tematu jedzenia, czyli do tego, czego Kraków ma dużo i dobrze. Na każdej Krakowskiej ulicy w okolicy Centrum, znajdziemy miejsc do jedzenia co najmniej kilk...

Oscarowa mieszanka #3

Manchester by The Sea to wisienka na torcie tegorocznego rozdania Oscarów. Myślę, że w tym roku będzie już niewiele filmów, które zrobią na mnie tak duże wrażenie. Obrazu Kennetha Lonergana nie zapomnę przez bardzo długi czas.  Bohaterem filmu Lonergana jest Lee Chandler - mężczyzna powracający do rodzinnego miasta, by przejąć opiekę nad synem zmarłego brata. Poznajemy Lee, jako zgorzkniałego, pełnego bólu i poczucia winy człowieka, którego jedynymi emocjami jakie potrafi okazać są złość i agresja. Na początku filmu nie wiemy dlaczego, tak jest - myślimy, dlaczego do cholery ten człowiek jest takim pacanem!  I wtedy zaczyna się historia (której nie mogę powiedzieć bez spojlerowania). Sukcesywnie obserwujemy idealnie wkomponowaną w fabułę filmu retrospekcję, która powoli rozjaśnia nam wszystko. Co istotne, jak podkreślali Sfilmowani, nic tam nie jest naciągane - wszystko perfekcyjnie działa. A nie jest to wcale regułą w filmach, w których retrospekcja gra dużą rolę. Man...

Oscarowa mieszanka #2

Lalaland Kolejnym filmem, który znalazł się w czołówce tegorocznych Oscarowych dzieł jest Lalaland. Od jakiegoś czasu każdy wiedział, że film ten z jedną statuetką z Gali nie wyjdzie. Będzie ich co najmniej kilka. I ja tak podejrzewałam i tego właśnie mu szczerze życzyłam. Laland to historia dwóch trochę zagubionych życiowo, nieporadnych, ale krańcowo uroczych marzycieli - Mii i Sebastiana. Ona od kilku lat próbuje wybić się jako aktorka, ganiając na castingi. Hermetyczne, hollywoodzkie środowisko nie daje jej jednak takiej możliwości. On jest zapalonym muzykiem jazzowym, którego sztuka nie znajduje uznania. Musi więc zakopywać swoje ideały i zadowalać się mało satysfakcjonującą pracą. Los sprawia, że młodzi kilkakrotnie wpadają na siebie, aż oczywiście wpadają w nieuchronne sidła miłości. Od tej pory wspólnie, ramię w ramię dążą do spełnienia swoich marzeń. Tematyka filmu jest mi bliska, bo i wszelkie przejawy sztuki są mi bliskie. Szczególnie zaś aktorstwo i muzyka, czyli d...

Oscarowa Mieszanka #1

W tym roku byłam aż na trzech filmach nominowanych do Oscara za najlepszy film, więc jest ze mną w tej kwestii coraz lepiej. W ogóle ostatnio łażę do kina jak nienormalna i najchętniej bym w którymś z nich zamieszkała. Myślę, że Cinema City byłoby odpowiednie, choć Kinem pod Baranami, Arsem czy Multikinem również bym nie pogardziła. Ponieważ wybrałam się na filmy, które zdecydecydowanie były faworytami Oscarów 2017, poznajcie moją opinię o tych trzech, naprawdę dobrych dziełach. W pierwszej odsłonie napiszę coś o Moonlight, czyli laureacie Oscara za najlepszy film 2016 roku. Moonlight Byłam przekonana, że to Lalaland zdobędzie najważniejszego z Oscarów (mogli się cieszyć nim przez parę minut ;)), tym czasem otrzymał go opisywany przeze mnie film. Szczerze? Cieszy mnie ten wybór komisji. Wokół Lalalandu zrobił się tak głośny szum, że wszyscy ogluchli i nie usłyszeli wiele o Moonlight. A jest to wartościowy film w reżyserii Barry'ego Jenkinsa. Zauroczył mnie spokojem, muzy...